,,Niby nic, a jednak coś”- XVIII OGÓLNOPOLSKI KONKURS LITERACKI ,,ŚCIEŻKI MOJEGO ŚWIATA 2020

 XVIII

OGÓLNOPOLSKI

KONKURS   LITERACKI

,,ŚCIEŻKI   MOJEGO   ŚWIATA

2020

,,Niby nic, a jednak coś”

Mum Patryk

 

Czy  sport  to zawsze

zdrowie?


Dedykacja

 

Dziękuję i dedykuję moją nagrodę najlepszej wychowawczyni języka polskiego

Pani Marii Ciosek

 

Głogów 2020

Witam serdecznie. Mam na imię Patryk, ukończone 18 lat i na samym wstępie dziękuję za możliwość podzielenia się swoimi przeżyciami z mojego krótkiego, aczkolwiek bardzo intensywnego życia.

Traktuję swoje wystąpienie jako swoisty pamiętnik i przestrogę dla podobnych mnie, którym  życie nie szczędziło tragicznych niespodzianek.

Przejdę od razu do rzeczy. Szczególnie do tego, czego do dziś żałuję.

 

Wczesna dojrzałość

Za wcześnie poczułem się dojrzały. Już od najmłodszych lat chciałem się przypodobać kolegom, zyskać ich szacunek. Niestety, to nie było  tak. Wszystko było fałszywe, posłużono się mną, wyzyskano.

Zaczęło się picie, oczywiście na mój koszt, potem na siłę doszukiwanie się u mnie problemów, straszenie, grożenie, zwłaszcza, gdy już nie miałem pieniędzy.  A miałem wówczas dopiero czternaście lat.

Pewnego razu,  mój niby dobry kolega zaproponował  pójście na mecz. Niczego nie podejrzewając,  zgodziłem się. I to był początek mojej nieszczęśliwej przygody, która trwała przeszło trzy lata.

Na początku nie żałowałem chwil spędzanych na stadionach, ale potem przyszły momenty, które chciałbym wymazać z pamięci. W miarę upływu czasu przed meczem trzeba było się zaprawić i to konkretną ilością alkoholu. I  w pewnej chwili spostrzegłem, że piję coraz więcej i coraz częściej. Zaczęło się lekceważenie szkoły, pojawianie się w niej kilka razy w roku, nawet z wódką w plecaku. Ja nie wytrzymywałem ze szkołą, szkoła nie wytrzymywała ze mną.  Znalazłem się w młodzieżowym ośrodku wychowawczym. Tęsknota za domem, rodziną, dziewczyną i co też ważne – za meczami,   okazała się zbyt duża. Uciekłem. Znów byłem na wolności, lecz zachłysnąłem się nią. Jeździłem na mecze, za każdym razem piłem. Poznałem nową dziewczynę, która mieszkała 65 km. ode mnie. Na początku było fajnie. Pierwsze, drugie i kolejne spotkania. I tak co tydzień.

I to był początek kłopotów. Problem pojawił się, gdy ważniejsze stały się mecze i alkohol. Nigdy nie przyznawałem, że wina leży po mojej stronie. Wszyscy byli winni, tylko nie ja. Po czterech miesiącach mój ,,idealny” związek zaczął się sypać jak domek z kart. Znalazłem się w młodzieżowym ośrodku wychowawczym. Znów uciekłem. Pojawiłem się wieczorem  u byłej dziewczyny. Spędziłem u niej dwa tygodnie, ale z powodu ciągotek do alkoholu nie zakotwiczyłem się na dłużej. Zaczęły się kłótnie, dostałem alternatywę – albo ona, albo alkohol. Na tamten okres czasu wybór był prosty. Podjąłem decyzję, bo zrozumiałem, że mecze i imprezki to moje ulubione zajęcie. Myślałem nawet o treningach, ale znów w paradę wszedł alkohol. Wchodziłem nawet pijany na mecze.

Pewnego razu postanowiłem, jak zwykle przed meczem, udać się do sklepu po alkohol. Kupiłem bez problemu to, co chciałem, mimo mojego młodego wieku. Jak każdy, już wtedy  alkoholik, nie zachowałem  umiaru, osiągnąłem apogeum i skończyło się nieprzyjemnie.                  Z wyjazdu do Wrocławia zostały mi strzępki pamięci i nieuregulowany rachunek za izbę wytrzeźwień. Ledwo żywy słuchałem wyrzutów rodzicielki.

Niestety, nic sobie z tego nie robiłem, nie wyciągnąłem wniosków. Powtórzyłem sytuację, dodatkowo z użyciem środków odurzających. Nieprzemyślana sytuacja doprowadziła do zatrzymania na 48 godzin w izbie dziecka. Skończyło się  sprawą w sadzie, z którego już nie wróciłem do domu.

Dziś zastanawiam się nad kluczowym problemem, błędem,  który skutkował utratą wolności i moją obecną sytuacją – umieszczeniem w zakładzie poprawczym, nie wspominając utraty zdrowia.

 

Pewnego razu a dokładnie na początku 2018 roku miałem wypadek,  wydarzenie, które omal nie przypłaciłem życiem.

Otóż wpadłem na pomysł, nie pierwszy i nie ostatni – aby się napić. Wszystko układało się po mojej myśli. Lecz do pewnego momentu. Wracając do domu w stanie upojenia zastałem drzwi zamknięte. Zacząłem dobijać się do sąsiadów, naciskając każdy guzik domofonu. Gdy to nie przyniosło efektów, rozbiłem szybę w drzwiach. Po chwili byłem wewnątrz, w mieszkaniu. Zadowolony, odsapnąłem. Niestety, nie na długo. Zjawiła się zawiadomiona przez sąsiadów policja. Skończyło się tym, że w jakiś bliżej nieokreślony sposób znalazłem się za oknem z nogami opuszczonymi w dół. Gdy policjant doskoczył do mnie, prawdopodobnie, aby mnie ściągnąć z okna wykonałem gwałtowny ruch, który był prawdopodobnie spowodowany strachem i obsunąłem się. Jeszcze zdążyłem złapać się rękami ramy okiennej. Niestety, nie miałem na tyle siły, aby udźwignąć ciężar swojego ciała. Wierzgałem nogami, ale pomimo prób wspięcia się i pomocy w postaci wciągania mnie do góry przez , spadłem na dół. A było to czwarte piętro. Toteż i  szanse na przeżycie marne.

Ale mnie się udało. Do tej pory nie wiem, komu zawdzięczam życie. Może dlatego, że upadłem na trawnik, może, może, może… może głupi ma szczęście? Jedno jest pewne, że żyję i mam się całkiem dobrze. Pewnie mam jeszcze wiele misji do spełnienia. Zabrano mnie do szpitala, gdzie niedzielny poranek przywitał mnie kacem, mocnym bólem potrzaskanego barku i stłuczonego prawego płuca. Poniedziałek – operacja. Ból nie do wytrzymania. Potem długi sen i znów bolesne przebudzenie. I tak kilka dni – morfina – przebudzenie, znów długi sen. I tak mimo odwiedzin rodziców, którzy bali się straty jedynego syna, sprawiającego im przecież tyle problemów trwałem nadal.

Po kilku dniach opuściłem szpital ale tylko dzięki mamie, bo sam nie postawiłbym nawet jednego kroku, taki byłem słaby. Oddychanie sprawiało mi kłopot, miałem duszności z powodu stłuczenia płuca. Tak mordowałem się cały miesiąc.

Po tej akcji obiecałem sobie, ze nic więcej takiego mi się nie przytrafi. Definitywnie kończę z alkoholem.

Minęło trochę czasu. Zacząłem spokojnie, od piwa, w dalszej kolejności przyszły eksperymenty z używkami.

Ale brakowało mi jednej rzeczy … a mianowicie alkoholu, który przez cały okres mojego młodego życia był w nim obecny. Co było dalej? Wstyd opowiadać.

 

Uderzam się w piersi

Nikogo nie obwiniam za dzisiaj za swoje błędy i za to, że dzisiaj jestem tu, gdzie jestem. To na własne życzenie, sam spróbowałem, sam wpadłem w nałóg. A tak kiedyś chciałem zaimponować kolegom i fajnym dziewczynom. Tymczasem, jak widzę, zrobiłem z siebie debila. Zauważyłem, jak bardzo się moje życie zmieniło. Jeszcze kilka lat temu siedziałem na działce z koleżanką. Było miło. Teraz siedzę sam na sam ze swoimi myślami. Żałuję, że nie mogę cofnąć się w czasie. Przykro mi, że moja mama nie może być ze mnie dumna, ale przecież ja sam nic w tym kierunku nie robiłem. Teraz więc próżne moje zdziwienie, przecież to ja sam wybrałem taką drogę. Ale nigdy nie chciałem się przyznać do porażek i błędów życiowych. Przecież byłem  egoistą, który nie widział nikogo poza swoją osobą. Zbyt często krzywdziłem ludzi, zarówno słowami, jak i czynami. Alkohol  zmienił moje myślenie do tego stopnia, że sam uwierzyłem w rzeczy, które nie były prawdą, coś na wzór powiedzenia – ,,kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. Chyba wziąłem to zbyt dosłownie, bo zamiast być sobą, bardzo często przybierałem różne pozy i byłem inną osobą, niż obecnie.

Robi mi się przykro, że byłem takim człowiekiem, który zamiast zajmować się rodziną, dziewczyną i szkołą, zajmował się piciem, meczami i imprezami. Najważniejsze było dla mnie, aby ukoić ból alkoholem i używkami. Niestety, innego sposobu nie znałem, ani też nie starałem się znaleźć. To wydawało mi się słuszne. I tak pogrążałem się coraz bardziej. Ale alkohol ma to do siebie, że psuje pamięć. Ja to czuję, moja pamięć  dziś szwankuje. Dziś widzę, że moi znajomi kończą szkoły, robią prawa jazdy, nawet zakładają rodziny, mają swoje hobby. A ja co?

 

Moje marzenia, dążenia i działania

Zawsze chciałem znaleźć sobie dziewczynę na stałe, jak wielu moich znajomych. Rzecz w tym, że nigdy przez alkohol  nie mogłem się zrealizować i nie widziałem winy w sobie. Może to pierwsza oznaka dojrzałości? Dziś mam całkiem inne myślenie. W końcu mam szansę wyjść na prostą. Kilka lat wcześniej nikt by nie pomyślał, że może to wszystko skończyć się w ten sposób.

Dziś kończę szkołę i staram się nie myśleć o przeszłości, ale nie da się od tego uciec. Wspomnienia pozostają jak blizny na ciele już na cale życie.

Cały czas staram się wyjść na prostą. Uczęszczam na spotkania  AA, które odbywają się co dwa tygodnie w zakładzie. Chcę zacząć nowy etap w swoim życiu, a o tamtym zapomnieć.

Po wyjściu stąd zamierzam kontynuować naukę, a po kończeniu szkoły  znaleźć pracę i pomagać rodzinie.

 

 

Powracają wspomnienia

Przypominam sobie wiele przykrych sytuacji, które na dobre utkwiły w mojej pamięci.

Zawsze miałem pecha. Dość często okazywało się, że moje kontakty z ludźmi, na których mi zależało niszczył mój egoizm. Zawsze wszystko musiało być po mojej myśli, nie dopuszczałem do świadomości, że może być inaczej, nie liczyłem się z niczym. Dziś życie mnie wyprostowało i żałuję, że nie byłem przykładnym synem. Z jednej strony chciałem się zmienić, z drugiej nie potrafiłem. Bez picia nie potrafiłem funkcjonować, czy to z kolegami, czy z dziewczyną, czy nawet sam. Każdy mój dzień wyglądał podobnie; budziłem się pijany, wychodziłem obierając kierunek najbliższego sklepu, dwa piwa na kaca, i dalej, aż mój organizm odmówił przyjmowania dalszych dawek.

Każdy dzień uatrakcyjniałem jakąś używką. Nie było chwil z rodziną. Zastanawiałem się, dlaczego przeżyłem upadek z okna. Wiele osób pytało mnie, dlaczego piję. Za każdym razem zbywałem ich sloganami ,,bo lubię” bądź ,,mam ochotę” i tak to się toczyło.  Picie stało się dla mnie już męczące i mega uciążliwe, niestety, moja rozłąka z piciem była niemożliwa.

Pamiętam, jak wiele osób ostrzegało mnie, że to wszystko źle się skończy, jeśli się nie ogarnę. Ja myślałem, że tylko mnie straszą. Miałem wszystko w głębokim poważaniu, wyzbyłem się uczuć, byłem zimny jak lód. Wychodziłem po cichu z domu, wracałem całkowicie pijany śpiewając piosenki klubowe.

Był taki okres, że nie miałem ochoty pić na mieście, wiec robiłem to na klatce chodowej. Sąsiedzi, widząc to, często nawet słowem się nie odzywali. Przypuszczam, że było to podyktowane strachem przed kolejną awanturą, której za wszelką cenę chcieli uniknąć. Czułem się osamotniony, czułem w środku pustkę. Nie rozmawiałem o tym z nikim, nawet z rodzicami.

Do dziś alkohol zostawił ślady na mojej psychice. Mam tak, że nawet teraz mi go brakuje. Tak działa uzależnienie.

Tak blisko, a tak daleko

Dwa miesiące przed poprawczakiem znalazłem się w psychiatryku w Bolesławcu. Wielokrotnie zastanawiałem się, jaki jest sens mojego życia. Przecież cały czas miałem tylko pecha. Jak się później okazało, to właśnie przez alkohol nie potrafiłem dostrzegać szczęścia. Zacząłem się nawet zastanawiać nad zakończeniem tego epizodu, jakim było moje nieszczęsne życie. Nie pomyślałem, co mogliby czuć moi rodzice. Do tej pory mniemałem, że moje życie, to moja sprawa. Popełniałem błąd za błędem wypowiadając słowa, których do dziś żałuję. Działałem na własną niekorzyść. I tak, w przeciągu kilku lat z pracowitego, miłego, fajnego chłopaka stałem się nieznośnym egoistą, kłamcą i człowiekiem, któremu na nic niczym nie zależy. Wielokrotnie pytany jak sobie wyobrażam dalsze życie, odpowiadałem: ,,jakoś to będzie”, ,,jakoś dam radę”, ,,mam to gdzieś”.

Kto by pomyślał, że tak się zmienię? Lata lecą, ja zmądrzałem. Dziś walczę z nałogiem, który doprowadził mnie do utraty człowieczeństwa, a wielu innych  nawet do śmierci. Wielokrotnie biłem się z myślami, co by było, gdyby…

Na cale szczęście, pomimo tych rzeczy, które zrobiłem, nikt nie doznał poważniejszego uszczerbku. I choć nadal jest mi ciężko, to myślę, że najgorsze jest za mną. Wiem, że mogę  spokojnie budować przyszłość i to tymi samymi rękami, którymi jakiś czas temu tyle zniszczyłem. Codziennie mam w głowie jedną, najważniejszą  myśl. Jest to myśl o szczęśliwym zakończeniu całej nieszczęśliwej historii. Ta myśl napędza mnie do działania, dzięki czemu działam bez przerwy i nie mogę się poddać. Cała ta historia nauczyła mnie tego, że człowiek uczy się przez całe życie i wciąż zdobywa potrzebną do życia wiedzę.

 

Niby nic   się poważnego nie stało   a jednak coś  zaważyło na mojej psychice.

I jeszcze konkluzja:    Czy sport to zdrowie?

W moim przypadku się nie sprawdziło.

 

Na zakończenie tej całej historii chciałbym jeszcze raz podziękować za możliwość podzielenia  się przeżyciami i z tego miejsca chciałbym serdecznie pozdrowić moją najlepszą Wychowawczynię z języka polskiego Panią Marią C., która dała mi pomysł i zmotywowała do napisania.

Dziś buduję swoje życie od nowa, a co mnie dalej czeka, to pokaże najbliższe lato. Powinno być lepiej. Zaszło tak wiele zmian. Świat już nie będzie taki sam. Tyle ludzi odeszło. Na ile zmieni się świat, moje życie? Boję się o moją najbliższą rodzinę, drżę i liczę ilość zarażonych koronawirusem osób w mojej miejscowości, województwie, kraju i świecie.  Nikt nie może mnie odwiedzić, ja również. Wszystkie wyjazdy są wstrzymane. Nie wiemy, jak to długo potrwa. Pozostaje kontakt telefoniczny i internetowy. Boję się. Naprawdę. Po raz pierwszy w życiu. Jestem bezsilny. Nic nie mogę zrobić. Nic nie zależy ode mnie. Na nic nie mam wpływu. Czasami myślę, czy to nie kara za postępowanie takich, jak ja. Mrowie przechodzi mi po plecach. W tej chwili nic się nie liczy. Tylko zdrowie i życie moich najbliższych.Co ja mogę teraz zrobić? Myję dokładnie ręce i zachowuję wszelkie zasady bezpieczeństwa według procedur  sanitarno-epidemiologicznych. Czekam, aż otworzy się granica określona murami zakładu poprawczego, w którym przebywam  i będę mógł wyjść, wyjechać.  Teraz korzystam w myślach z internetowej strony  www.lotydo domu.pl   (#LotDoDomu).

Mam nadzieję i głęboko w to wierzę, że niedługo ten horror się skończy i  wtedy zacznę drugie życie.

Patryk

 

 

  Zakład Poprawczy i Schronisko dla Nieletnich  w Głogowie

 

 

Autor pracy: Patryk M. lat 18, uczeń klasy VIIIb


Opiekun: Maria Ciosek – nauczycielka języka polskiego

w Zakładzie Poprawczym i Schronisku dla Nieletnich

 w Głogowie